[9] O chłopcu, któremu urodziła się mama (bajka dla rodziców)


Ta historia nie wydarzyła się naprawdę. Ale mogła.


Dzień pierwszy

Do jednoosobowej szpitalnej sali weszła pielęgniarka, pchając przed sobą spory wózek. Podjechała nim do łóżka, w którym leżał mały, przestraszony chłopiec i powiedziała:

– Witaj, gratuluję, masz mamę. To kobieta.

Chłopcu aż zaświeciły się oczy z radości. Zawsze chciał mieć mamę, która będzie kobietą. Usiadł na brzegu łóżka i z czułością spojrzał na swój nowo narodzony skarb.

W międzyczasie pielęgniarka wyjęła z wózkowego schowka talerz z obiadem dla mamy.

– Spróbujesz ją nakarmić? Czy może mam zawołać kogoś do pomocy?
– Dam radę. A…
– Tak?
– To one nie piją mleka modyfikowanego?
– Nie, jedzą ziemniaki, buraki, mięso, sałatkę.
– Brr… paskudztwo.
– To normalne, z czasem wyrastają z tego.

Parę chwil później pielęgniarka pożegnała się z chłopcem i wróciła do swoich zajęć.


Dzień drugi

Następnego dnia znowu weszła do sali, w której przebywał chłopiec ze swoją mamą. Tym razem zauważyła, że jego wzrok wyraźnie przygasł.

– Nie poradzę sobie z tym.
– To normalne.
– Już jej nie chcę.
– Kochany… Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej.

Chłopiec podniósł głowę i popatrzył na pielęgniarkę tak, jakby zobaczył ją po raz pierwszy w życiu.

– W sensie, że lepiej było mamę usunąć?
– Tak.
– Nie jestem jednym z tych, którzy twierdzą, że matki do 20. roku życia są tylko zlepkiem stresów, fochów i kompleksów. I że dlatego można się ich bez skrupułów pozbyć.
– Naprawdę tak myślisz?
– Powiem więcej. Uważam, że od samego początku jest w nich jakieś trudno uchwytne piękno. Że są w nich głębokie pokłady dobroci i człowieczeństwa.
– To dlaczego teraz jej nie chcesz?
– Bo czuję, że nie będę miał dla niej wystarczającej ilości czasu. Wie pani, jakie jest życie. Ja muszę się bawić. Jestem stale zajęty zabawą. Od rana do nocy.
– Są żłobki.
– Nie mam samochodu, żeby ją tam codziennie dowozić.

Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Pielęgniarka odebrała bez słowa, po czym z pośpiechem wybiegła z sali. Wróciła po godzinie.

– Myśli pani, że warto mieć mamę?
– Popytam.


Dzień trzeci

Do sali wszedł psycholog. Ostrzegano go, że rozmowa z chłopcem łatwa nie będzie. Spojrzał na niego i zrozumiał, że nic tu po nim. Wychodząc, rzucił tylko w powietrze krótkie:

– Jest jeszcze jedno wyjście.
– Naprawdę?
– Dom dla samotnych matek.
– Mogę ją tam zostawić?
– Tak.
– I co się z nią dalej stanie?
– Może ktoś ją kiedyś adoptuje.
– Nie, nie zrobię jej tego.

Psycholog nie zamknął jeszcze drzwi, gdy chłopiec usłyszał szept:

– Synku…
– Mamo… 

Chłopiec poczuł, że coś ściska go za gardło. Zrobiło mu się głupio. Tak strasznie, ale to strasznie głupio.

– Mamo, przepraszam… Wiem, że to depresja poporodowa. To minie. Zawsze będę cię kochał.
– A lekcje odrobiłeś?

Chłopiec wybiegł z sali jak oparzony, krzycząc:

– Na której ulicy jest ten dom?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *