[11] Jak Prosiaczek zachłysnął się minimalizmem, hygge i zero waste (bajka dla rodziców)


Po latach spędzonych w wielkim świecie Prosiaczek wrócił w końcu do domu. 

Stumilowy Las wydał mu się teraz boleśnie prowincjonalny.

I jeszcze bardziej tekturowy w smaku. 


Prosiaczek i hygge

Prosiaczek, który podczas zagranicznych wojaży zachłysnął się obcymi trendami, postanowił urządzić przyjęcie powitalne na swoją cześć.

Nie wszystko jednak na tej imprezie szło zgodnie z planem:

– Prosiaczku, dlaczego zapaliłeś tyle świeczek? Czy ktoś tu umarł? – zapytał szczerze zdziwiony Tygrysek.

– Tu naprawdę nie ma czym oddychać… – westchnął astmatycznie Osiołek.

– Ignoranci… – syknął w myślach Prosiaczek – Nie dorośli jeszcze do cieszenia się z drobnych przyjemności w gronie przyjaciół.

Prosiaczek zręcznie udawał, że puszcza te uwagi mimo uszu. 

W pewnym momencie zaczął powoli i precyzyjnie rozkładać naczynia na stole. Bardzo bardzo powoli. Zniecierpliwienie gości pęczniało z kwadransa na kwadrans.

Wreszcie Sowa nie wytrzymała:

– To reumatyzm?

– Nie, a dlaczego pytasz?

– Czasami bóle stawów uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, wiem coś o tym – Sowa próbowała owinąć swoje poirytowanie w bawełnę.

– Nie, to nie reumatyzm.

– Kamień z serca…

– To slow life.


Prosiaczek i minimalizm

Wreszcie, po dwóch godzinach Prosiaczek poprosił wszystkich, by zasiedli do obiadu.

Na stół wjechał prawdziwy importowany miodek.

Wydawało się, że teraz przyjęcie ruszy z kopyta.

Puchatek miał jednak co do tego spore wątpliwości:

– Prosiaczku, a dlaczego na każdym talerzu jest tylko taka mała, tycia-tyciuteńka kropeleńka miodeczku?

– Bo less is more.

– Aha. Chyba nie rozumiem.

– To znaczy, że mniej znaczy więcej.

– Aha. Czyli mam rozumieć, że im mniej miodku wkładam sobie do pyszczka, tym zjadam go więcej?

– W rzeczy samej.

– Aha. Czyli gdybym zupełnie przestał jeść miód, to pękłbym z przejedzenia?

– Teoretycznie tak.

Mały rozumek Puchatka najwyraźniej nie był jeszcze gotowy na takie kuchenne rewolucje.


Prosiaczek i globalne ocieplenie

Po daniu głównym przyszedł czas na podwieczorek: herbatę i ciastko.

Z racji tego, że Prosiaczek powrócił do Stumilowego Lasu dość poważnie spłukany, musiano obejść się bez łakoci.

W powietrzu tańczył wesoło aromat herbaty earl grey, a bursztynowy napar delikatnie muskał kubki smakowe uczestników przyjęcia.

– Otóż lord Charles Grey – Prosiaczek postanowił wziąć na siebie syzyfowy ciężar edukowania swoich przyjaciół – wpadł kiedyś na pomysł, by wzmocnić zapach herbacianych listków olejkiem wytłaczanym ze skórki pomarańczy zwanej popularnie bergamotką.

– Prosiaczku, ta herbata jest jakaś taka… – Tygrysek nie zdążył niestety dokończyć zdania, ponieważ jego rozbrykany układ nerwowy został sparaliżowany przez podstępną neurotoksynę.

– Prawdą jest to, co mówią: walka z nadmierną emisją dwutlenku węgla wymaga ofiar… – cicho westchnął Prosiaczek, roniąc maleńką łzę.


Prosiaczek i…

Świt z niemałym trudem przebijał się przez gęste listowie Stumilowego Lasu.

Prosiaczek wziął i po raz ostatni spojrzał na swoich martwych przyjaciół.

A potem pozjadał wszystkie rozumy.

I to było zero waste.


Epilog

Parę dni później przed domem Prosiaczka stanęła tablica informująca, że „Projetk walki z globalnym oćepleniem zafundowała Óńja”.

Zaiste, dysortografia jego nie miała granic…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *