[5] O pani Kursywie, panu Boldzie i tramwaju, który jeździł własnymi torami (bajka dla rodziców)


 


 
Pewnego dnia włączyłem edytor tekstu i… nagle mnie olśniło. Przecież w pasku narzędzi mieszka cała masa fantastycznych postaci! Wystarczy je wziąć i wstawić do swojej opowieści.
 
Co z tego wyszło?
 


 
Żył sobie kiedyś mężczyzna, któremu w dzieciństwie ktoś powiedział, że jest gruby.
 
Słowo „gruby” zapuściło głębokie korzenie w sercu Bolda (bo tak od tamtej pory wołały na niego dzieci z prawidłową przemianą materii).
 

 
Mijały lata.
 
Pan Bold był samotny i nieszczęśliwy. Wypracował sobie jednak reakcję obronną. Wszystko, na co patrzył, pogrubiało się w jego oczach.
 
Zamiast drzew widział drzewa, a zamiast mebli – meble.
 
Tylko jego marna wypłata stale wyglądała jak wypłata.
 
Po pracy nie spieszył się do domu. Nie miał do czego. Wsiadał do dowolnego tramwaju i jeździł nim od pętli do pętli.
 
Zauważyliście, że nazwa tego ostatniego przystanku brzmi jakoś tak… samobójczo? Pan Bold nie miał co do tego żadnych wątpliwości.
 

 
Pewnego popołudnia z okien swojego wagonu spostrzegł panią Kursywę – kobietę, której wiatr zawsze wiał w oczy.
 
Robił to na tyle skutecznie, że biedaczka z przyzwyczajenia chodziła mocno pochylona do przodu.
 
Bold spojrzał na nią ze szczerym współczuciem.
 
„Nie dość, że gruba, to jeszcze krzywa jak wierzba, która nie podniosła się po halnym” – pomyślał.
 
Wyskoczył z wagonu i pobiegł za Kursywą.
 
Przepraszam, nie chciałaby Pani podjechać do domu tramwajem? Pogoda jest dziś wyjątkowo paskudna. – zagaił pan Bold.
 
Ach, nie trzeba. Mieszkam dosłownie sto metrów stąd – odparła zawstydzona pani Kursywa.
 
Nalegam… – nalegał Bold.
 
Trudno, zaryzykuję… – zaryzykowała Kursywa.
 
Stanęli na przystanku. Wkrótce nadjechał ich środek lokomocji. Był jednak jakiś inny niż reszta dwuszynowców.
 
Przekonali się o tym, gdy ich tramwaj nagle postanowił pojechać skrótem przez park.
 
Żartowniś miał na to prosty patent. Układał przed sobą tory, a reszty możecie się już sami domyślić.
 
Łąka? Nie ma sprawy? Rynek miasta? Banał. Środek galerii handlowej? Prościzna!
 
Szaleńcza podróż skończyła się mało romantycznie, bo na komisariacie. Tam Bold z Kursywą przez wiele godzin bezskutecznie zapewniali, że są niewinni.
 
Ta wycieczka odmieniła jednak życie całej trójki. Tak, trójki. Wkrótce po tym zdarzeniu Bold, Kursywa i tramwaj zwany Podkreślaniem dostali robotę w Microsofcie. Podobno sam Bill Gates wpłacił za nich kaucję.
 
Od tej pory mieli dodawać smaku tekstom w milionach edytorów na świecie.
 
Bold pęczniał z dumy, kiedy nadawał słowom odpowiednią wagę i znaczenie.
 
Kursywa mogła wreszcie pokazać swoje zalotne oblicze, pochylając zdania dialogów.
 
A Podkreślenie miało niezły ubaw, kiedy dla żartów udawało linki, których za cholerę nie dało się kliknąć.
 
 
Tu powinna być puenta, ale dopadł ją skrót Ctrl+X i powiedział, że nie odda.
 
Wyobrażacie sobie?
 
Taki numer wyciąć na koniec…
 


 

Zobacz darmową próbkę mojej szkoły pisania na LinkedIn

KLIKNIJ TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *